|
Zwykłem zabierać głos w kwestiach, co do których mam coś do powiedzenia. Niezmiennie tkwię w przekonaniu, iż ta droga jest słuszna. Dotychczas publikowałem artykuły w dziale "sieci", "rozmaitości" i "recenzje książek".
Poniższe orędzie wygłosiłem na forum Politechniki Łódzkiej, wśród braci
studenckiej. Brzmi to trochę dziwnie, bo nie jesteśmy klasycznymi
studentami, ale jednak definicyjnie można tak powiedzieć. W skład
naszej grupy wchodzą doktoranci, doktorzy oraz osoby, które tak jak ja,
chcą zrobić drugi fakultet. Wszyscy poszerzamy swoją wiedzę z aspektów
pedagogiki.
Wygłaszając poniższy orędzie spotkałem się z przychylną opinią forum.
Dlatego też, postanowiłem wyciągnąć tekst z teczki i podzielić się nim
z Wami.
Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek spotkamy się w dziale Edukacja. To
wszystko zależy czy będę miał coś dopowiedzenia w tej tematyce.
Tekst przytaczam w oryginalnej formie.
Szanowne Koleżanki i Koledzy!
Dzisiaj zwracam się do Was z manifestem, którego przedmiot dotyczy nas
wszystkich. Większość z nas jest bezpośrednio dotknięta tym problemem.
Dla pozostałych nie powinna być to kwestia obojętna, pomimo, iż burzę
słyszą jedynie oddali. Głęboko wierzę, że tak nie jest.
Podzielę się z Wami przemyśleniami, spostrzeżeniami oraz obawami, które
zakłócają mój płytki sen, wobec tragicznej sytuacji w polskiej oświacie.
Czubek góry lodowej
Oczywiście mowa o włodarzach sterujących systemem edukacji.
Przyglądam się kolejnym ministrom, kuratorom oraz całej armii ich
popleczników i jestem przerażony. Dziesiątki głów, w setkach masmediów,
na tysiące głosów prześcigają się w pomysłach jak uzdrowić polską
oświatę.
Trzeba powiedzieć wyraźnie i solidarnie temu STOP!
Czas, aby to władza odebrała lekcje od narodu! Bo dlaczego by i nie. W
myśl zasady, którą sami ukuli, płacimy i wymagamy. Kto powiedział, że w
aspektach społecznych tylko i wyłącznie profesorowi, ministrowie i
dyrektorzy mają patent na racje. Ich głos jest tyle samo wart, co
zdanie licealisty czy też osoby w podeszłym wieku.
Ktoś podniesie wrzawę, jak to, dlaczego, przecież to elita
intelektualna. Oczywiście wielu z nich jest znakomitymi autorytetami,
ale z dyscyplin szczegółowych i tematycznie ukierunkowanych. Niech ktoś
wskaże uniwersytet, który uczy życia w społeczeństwie wraz ze
wszystkimi aspektami ku temu potrzebnymi.
Program edukacji dzieci, młodzieży oraz tak naprawdę wszystkich tych,
którzy chcą się rozwijać, jest realizowany dla naszej wspólnej
przyszłości. Powiem więcej, jest realizowany dla nas i przez nas!
Dlatego też, wszyscy bez wyjątku mamy prawo wyrażać swoje opinie, czy
też jawne niezadowolenie.
Jestem rozczarowany sternikami tego okrętu. Nie dosyć, że dryfuje, to jeszcze, co bystrzejsze szczury z niego uciekają!
Polska oświata obciążona jest grzechem pierworodnym. Rak ten
bezlitośnie zżera nielicznie ocalałe komórki. Prawdą jest, iż osoby,
które podejmują się reformy i opieki nad systemem edukacji, mają
delikatnie mówiąc nieszczere intencje.
Wszelkie projekty z natury obciążone są wadą genetyczną, gdyż celem
jest prywatny interes, a o sporach politycznych w ogóle nawet nie będę
wspominał. Takich ludzi nam nie potrzeba. Generują przedsięwzięcia,
które z na natury idą na kolanach pod górę. W zderzeniu z
rzeczywistością rychło stracą głowę!
Menadżerowie powinni być zorientowani na cel. Oczywiście, taki zarzut
automatycznie zostanie odparty przez dygnitarzy. Tylko zapominają
dodać, czy wszyscy strzelają do tej samej tarczy.
Wielu z nich doradziłbym harakiri, jako gest społeczeństwa na
zachowanie honoru. Tym niemniej, kodeks busido zaiste jest im nieznany.
Fałszywi decydenci z nieszczerymi intencjami, nie są jedynymi aktorami
dramatu pt. "oświata". Równie ważną rolę odgrywają rodzice i
nauczyciele.
Tutaj powstał paradoks, polegający na przepychaniu się
odpowiedzialnością za wychowanie i poczynania młodzieży. Nauczyciele
mówią, iż oni tylko uczą a nie wychowują, a rodzice zaś, że szkoła nie
ma efektów, bo dydaktycy przyjęli bierną postawę. Prawda leży po
środku. Obie strony mają racje, ale także i obie są tak samo winne.
Nie oszukujmy się! Uczniowie już dawno spostrzegli, że nie jest
jednoznacznie zdefiniowane, kto i za co jest odpowiedzialny w procesie
dydaktyczno-wychowawczym. Skoro tak, to niech się dzieje wola nieba,
piekła nie ma. Dzisiaj odpowiedzialność za młodzież jest tak płynna, że
aż trudna do zdefiniowania. Powiem wprost, a nawet może obraźliwie. Jak
nie ma zagrody, to głupie bydło ucieknie w samopas!
Brak autorytetu, brak jasnych i klarownych zasad, brak podziału
odpowiedzialności i konsekwencji w działaniu, to są główne przyczyny
problemów dydaktycznych.
Rodzice stwarzają jeden bardzo poważny problem. Polega on na
notorycznym podważaniu autorytetu szkoły, pedagoga i całej instytucji
oświaty. W takim przypadku dotarcie do ucznia, który przychodzi na
zajęcia z przekonaniem i przyzwoleniem, że to wszystko nie ma sensu,
jest absolutnie niemożliwe.
Mam głęboki żal do nauczycieli, za fakt złożenia flagi. Większość kardy
poddała się. Niestety, ale bycie nauczycielem nie może być jedynie
traktowane, jako sposób zarabiania pieniędzy. Rozumiem frustracje
dydaktyków, bo problemów mają coraz więcej, ale nie tylko oni. Domagają
się podwyżek. Oczywiście, każdy z nas prawdopodobnie czuje się
niedoceniony. Jedne grupy zawodowe mniej, drugie bardziej.
Powiem jasno. Jestem przeciwny jakimkolwiek podwyżkom płac, za którymi
nie pójdzie znaczna poprawa jakości kształcenia. Jeżeli nauczyciel nie
robi nic, aby egzekwować od ucznia nałożone na niego zobowiązania, to
znaczy, że nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Za nieświadczenie
pracy, nie powinno dostawać się wynagrodzenia.
Osobną kwestią jest grupa dydaktyków, którzy mimo trudności nieustannie
płyną pod prąd. Gratuluję i dziękuję tak owym. Wielu takich pedagogów
spotkałem w trakcie swojej edukacji.
Reasumując. Polska oświata boryka się z setkami problemów, które są
wynikiem wieloletnich zaniedbań oraz niezliczonej ilości pomniejszych
przyczyn.
W mediach nieustannie mówi się o niedofinansowaniu systemu oświaty.
Zgadzam się. Tym niemniej, jest to drugorzędny problem. W pierwszej
kolejności musi powstać wola zmian u wszystkich zainteresowanych.
Poparta szczegółowym planem, który będzie konsekwentnie realizowany.
Celem moim było zwrócenie uwagi na trzy główne przyczyny fatalnego
stanu oświaty. Niewątpliwie problem jest dużo głębszy, ale z punktu
widzenia obywatela w/w kwestie zdają się być podstawą do jakichkolwiek
działań.
Wszyscy mówią, iż potrzeba czasu. Wymieniaj miesiące, lata. Pamiętajmy,
iż wychowujemy młodzież, która rychło zajmie nasze miejsce. Każdy dzień
zwłoki, będzie nas w przyszłości kosztował, co najmniej tyle samo.
Dzień dzisiejszy, chwila obecna wczoraj była niedaleką przyszłością.
Dzień jutrzejszy jest bliską przyszłością. Za kilkadziesiąt godzin,
będzie to zwyczajna przeszłość.
Tracąc czas, tracimy młodzież, tracimy przyszłość narodu.
Dziękuję za uwagę
Rafał Pawlak
|